Amerykański sposób na demokrację


Rozpylanie „Agenta Orange” nad
Wietnamem. Operacja „Ranch Hand”, fot. Wikipedia

Wojna w Wietnamie, jeżeli za nierozdzielne uznamy zmagania Wietnamczyków najpierw w czasie Pierwszej Wojny Indochińskiej z Francuzami, a później podczas Drugiej Wojny Indochińskiej z Amerykanami, była jednym z najdłuższych konfliktów w historii najnowszej.

Zazwyczaj za jego początek przyjmuje się powstanie wywołane w sierpniu 1945 r. przez Vo Nguyen Giapa, dowódcę Wietnamskiej Armii Ludowej powstałej rok wcześniej z połączenia oddziałów partyzanckich walczących przeciwko Japończykom. Moment był wyjątkowo sprzyjający, właśnie skapitulowała Japonia i Francuzi nie zdążyli jeszcze przejąć od nich władzy, i na dobre usadowić się z powrotem w swojej, być może najcenniejszej kolonii – Indochinach Francuskich obejmujących Wietnam, Laos i Kambodżę. Bardzo szybko, bo już we wrześniu 1945 r. Ho Chi Minh, przywódca Komunistycznej Partii Indochin proklamował powstanie Demokratycznej Republiki Wietnamu.

Reakcja Francji była natychmiastowa. Paryż wiedział, że Wietnam może być tylko pierwszą z kostek domina, która upadnie w ich kolonialnym imperium. Działania wojenne podjęte przeciwko Wietnamskiej Armii Ludowej zakończyły się rozejmem bezpośrednio po przegranej przez Francuzów bitwie pod Dien Bien Phu (maj 1954 r.). Do wietnamskiej niewoli dostało się wówczas ok. 10 tys. żołnierzy armii francuskiej, ale niewielu było wśród nich Francuzów. Oprócz dowódców, większość żołnierzy stanowił regiment Legii Cudzoziemskiej oraz Wietnamczycy walczący we francuskich mundurach.

Na podstawie tzw. Porozumień Genewskich z 1954 r. Wietnam został podzielony wzdłuż 17 równoleżnika na dwie części: północną, rządzoną przez komunistów o nazwie Demokratyczna Republika Wietnamu (Wietnam Północny) i południową o nazwie Republika Wietnamu (Wietnam Południowy). Również w ramach tychże porozumień oddziały Wietnamskiej Armii Ludowej wycofano na północ, a w obu państwach wietnamskich miano przeprowadzić wybory. Jedną z przyczyn i jednocześnie pretekstem kolejnego wzrostu napięcia okazało się odwołanie już zaplanowanych wyborów w Wietnamie Południowym, głównie z obawy przed zwycięstwem komunistów. Pod znakiem zapytania stała też uczciwość wyborów przeprowadzonych w Wietnamie Północnym.

Sytuacja ta spotęgowana dodatkowo wyalienowaniem z buddyjskiego społeczeństwa rządzącego na południu katolika Ngo Dinh Diema doprowadziła do stopniowej eskalacji niepokojów. Na terenie Południowego Wietnamu coraz aktywniejsze stawały się oddziały partyzantki komunistycznej, które wraz z zaopatrzeniem były przerzucane z północy tzw. szlakiem Ho Chi Minha, ale też skutecznie rekrutowane wśród miejscowej ludności. Już w 1963 r ok. 40-50% Wietnamu Południowego znalazło się pod panowaniem Vietcongu (tak nazywano oddziały partyzanckie Wietnamu Północnego działające na południu).

Obecność amerykańska w Wietnamie z każdym rokiem stawała się coraz bardziej znacząca. Amerykanów nie przejmowała tak jak Francuzów obawa, że upadek Wietnamu zapoczątkuje upadek systemu kolonialnego. Oni obawiali się, że zainstalowanie władzy komunistów w Wietnamie „zainfekuje” inne kraje Azji Południowo-Wschodniej.

Francuzi aż do bitwy pod Dien Bien Phu byli zaopatrywani w broń amerykańską i otrzymywali wsparcie logistyczne od armii Stanów Zjednoczonych. Stopniowo ale nieubłaganie zwiększała się bezpośrednia aktywność Amerykanów, a to głównie poprzez ciągle rosnącą liczbę amerykańskich doradców wojskowych. Z czasem zaangażowanie USA w tym rejonie świata wyrażające się w latach pięćdziesiątych XX wieku obecnością kilkuset doradców wojskowych przemieniło się w latach sześćdziesiątych w jednoznaczne zaangażowanie militarne pod postacią setek tysięcy żołnierzy.

Niewątpliwie po drugiej stronie czyli w Wietnamie Północnym również znajdowali się doradcy z obcych państw głównie ze Związku Radzieckiego i do momentu pogorszenia relacji wietnamsko-chińskich, również z Chin. Ich liczba była nieporównywalnie mniejsza niż doradców amerykańskich, jak również w ślad za nimi nie zostały wysłane do bezpośrednich działań wojennych regularne jednostki wojskowe. Wiadomo jednak, że pomiędzy 1965 r. i 1973 r. w Wietnamie Północnym stacjonowały jednostki chińskie. Ze względu na ich przeznaczenie, a były to oddziały logistyczne, inżynieryjne i obrony przeciwlotniczej nie można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić jakie było ich bezpośrednie zaangażowanie w konflikt.

Potwierdzonym wyjątkiem był czynny udział zagranicznych pilotów w działaniach przeciwko lotnictwu Stanów Zjednoczonych w ramach sił powietrznych Wietnamu Północnego. Oprócz pilotów radzieckich i niemieckich (z NRD) służyli tam też Polacy. Było to w sumie 18 ochotników, którzy w 1968 r. przybyli do Wietnamu i zostali włączeni do jednostek wietnamskich. Latali na samolotach MIG-17 i MIG-21 wysyłanych głównie przeciwko bombowcom amerykańskim nadlatującym na wiodący przez terytoria Laosu i Kambodży szlak zaopatrzeniowy Vietcongu, słynny szlak Ho Chi Minha. To tam uzyskał dwa potwierdzone zestrzelenia (F-100 Super Sabre i Boeing B-52) major Wacław Ciara za co został odznaczony przez prezydenta Ho Chi Minha srebrnym medalem za męstwo.

Obydwie strony otrzymywały jednocześnie olbrzymie wsparcie materiałowe od swoich potężnych sojuszników, armia Południowego Wietnamu była uzbrajana przez USA, a siły północnowietnamskie przez Związek Radziecki i w ramach sojuszniczej pomocy wojskowej, ale w zakresie już znacznie skromniejszym przez inne państwa obozu socjalistycznego.

Przez obszar wcześniejszych Indochin Francuskich przewinęło się łącznie ok. 2,6 mln żołnierzy amerykańskich. Ponad 58 tys. z nich nigdy już nie wróciło do domu. Z poległych, 21% stanowili czarnoskórzy Amerykanie chociaż wśród mężczyzn w wieku 18-29 lat było ich wtedy tylko 11%… Cóż, ktoś musiał ginąć za Amerykę…

Amerykanie zrzucili na Wietnam trzy razy więcej bomb niż podczas całej II Wojny Światowej. Tylko na Laos, gdzie podejrzewano, że znajdują się bazy Vietcongu do 1973 r. czyli daty wstrzymania, jak się okazało militarnie nieskutecznych bombardowań zrzucono 2 miliony ton bomb o wartości ówczesnych 7,2 mld USD. Było to o 1/3 więcej niż ilość bomb użytych podczas dywanowych nalotów na Niemcy w czasie II Wojny Światowej.

W trakcie całego konfliktu Amerykanie zużyli ok. 7 milionów ton bomb. Bombardowania, najczęściej o charakterze dywanowym niszczyły wszystko bez jakiejkolwiek selekcji celów. Generał Harold Keith Johnson, szef sztabu armii USA powiedział w związku z tym: „Posuwamy się za wszelką cenę do przodu jak walec parowy i bombardujemy rozległe tereny nie wybierając na nich konkretnych celów”. Innym znamiennym stwierdzeniem jest wypowiedź Curtisa Le May, szefa sztabu sił powietrznych USA: „Bombardowania przywrócą Wietnam do epoki kamiennej”.

Masowo były stosowane różne „nowinki” techniczne. Stosowano bomby fosforowe wytwarzające niezmiernie wysoką temperaturę i spalające lub topiące prawie każdy materiał. Ulubionym sposobem walki z Vietcongiem był jednak napalm, mieszanka różnych łatwopalnych substancji z benzyną. Jego militarną zaletą była wysoka temperatura spalania (do 1500 stopni), wysoka przyczepność i niemożność ugaszenia wywołanego pożaru. Podczas największego nasilenia walk bywały miesiące, że Amerykanie zrzucali na Wietnam ok. 50 mln litrów napalmu. Była to ilość wystarczająca do wypalenia obszaru kilku tysięcy kilometrów kwadratowych wraz z ludźmi, którzy mieli nieszczęście akurat się na nim znaleźć.

W powszechnym użyciu były też bomby w kształcie pojemników wypełnionych odłamkami żelaza, jak również zawierające setki żelaznych ostrzy długości spinacza, wnikających w ciało tak głęboko iż zasklepiała się nad nimi rana. Ten wynalazek, świadczący o złudności postępu technicznego był potocznie określany przez żołnierzy amerykańskich jako „ul”. Na masową skalę zostały również użyte bomby kulkowe, od ich wyglądu powszechnie nazywane ananasowymi, rażące setkami stalowych kulek.

Grupa niepełnosprawnych dzieci, w większości ofiar czynnika pomarańczowego. fot. Wikipedia

Być może, najbardziej jednak kontrowersyjne było użycie broni chemicznej. Wśród wielu zastosowanych wówczas przez Amerykanów związków o różnym przeznaczeniu i różnym stopniu szkodliwości najgorszą sławę zdobył tzw. „Agent Orange„. W porównaniu z nim, jako mniej skuteczny tzw. „Agent Blue” został użyty w ograniczonym zakresie.

Zamysłem Amerykanów oprócz fizycznego wyeliminowania Vietcongu była chęć pozbawienie go wsparcia w miejscowej ludności i możliwości skutecznego ukrywania się w dżungli. Jednym z bezwzględnych narzędzi do osiągnięcia tych celów było właśnie zastosowanie związków chemicznych nazywanych defoliantami. Ich rozpylanie nad obszarami leśnymi i uprawowymi powodowało niszczenie roślinności, upraw i zatruwanie ziemi. Niszczenie upraw i w perspektywie brak żywności miał zmuszać miejscową ludność, zazwyczaj wspierającą Vietcong do opuszczania terenów wiejskich i przenoszenia się do miast znajdujących się pod kontrolą Amerykanów. Zatruwanie terenów dżungli i w efekcie niszczenie tysięcy kilometrów kwadratowych lasu wraz ze wszystkimi żyjącymi tam stworzeniami było sposobem na pozbawienie oddziałów Vietcongu skutecznego schronienia. W obliczu nieprzeniknionej dżungli olbrzymia przewaga technologiczna Stanów Zjednoczonych była w znacznej mierze niewykorzystana.

„Agent Orange”, nazwany od malowanych w pomarańczowe paski beczek, w których był przechowywany należał do silnych defoliantów z tzw. grupy tęczowych herbicydów. Był masowo używany przez Amerykanów w latach 1961-1971 w ramach tzw. operacji „Ranch Hand”. W tym okresie nad obszarami Wietnamu, ale też Laosu i Kambodży rozpylono ok. 80 mln litrów tej substancji co m.in. spowodowało długoterminowe skażenie ok. 400 tys. hektarów obszarów rolniczych. Jednocześnie opryskano ok. 20% leśnych terenów Wietnamu.

W 1968 r. Amerykanie przyznali się, że „Agent Orange” zawiera dioksynę TCDD określaną wówczas  jako „najprawdopodobniej najbardziej trującą molekułę kiedykolwiek sztucznie stworzoną przez człowieka”. Ale rozpylenia nie zostały przerwane, były dalej kontynuowane aż do 1971 r.

Firma wytwarzająca „Agent Orange”, Dow Chemical w 1964 r. popadła, ze względu na duże zapotrzebowanie na środek ze strony armii amerykańskiej w trudności aprowizacyjne. Na podstawie zawartej umowy, produkcję przejęły częściowo zakłady zachodnioniemieckiego koncernu chemicznego Boehringer. Najciekawsze jest to, że na czele koncernu stał wówczas przyszły prezydent Niemiec Richard von Wiezsacker pełniący też wtedy funkcje przewodniczącego Konfederacji Kościoła Ewangelickiego. M.in. za pochodzącą z tamtego okresu wypowiedź: „Dopóty będzie trwała wojna w Wietnamie nie należy obawiać się trudności ze zbytem” był już jako prezydent często krytykowany…

Major Tự Đức Phang był wystawiony na działanie zawierającego dioksyny „Agenta Orange”, fot. Wikipedia

Skutki działania herbicydów w tym przede wszystkim „Agenta Orange” można uznać za przerażające. Oprócz zniszczenia roślinności i upraw spowodował olbrzymie straty wśród zwierząt hodowlanych, jak i tych żyjących na wolności, nieodwracalnie zniszczył unikalną przyrodę i zakłócił równowagę ekologiczną na olbrzymich obszarach Wietnamu, Laosu i Kambodży, ale przede wszystkim miał katastrofalne skutki dla ludzi.

Według oficjalnych danych Czerwonego Krzyża ok. 3,5-5 mln Wietnamczyków zostało bezpośrednio dotkniętych działaniem defoliantów z czego ok. 400 tys. zmarło. W następstwie skażenia rodziców w ciągu najbliższych lat po zakończeniu konfliktu urodziło się ok. 500 tys. dzieci z wszelkiego rodzaju wadami fizycznymi i psychicznymi. Rodziły się dzieci zdeformowane, pozbawione nóg, rąk i głęboko upośledzone umysłowo. Dioksyny przez wiele lat znajdowały się nawet w mleku karmiących kobiet.

Podobne skutki jak bezpośredni kontakt z „Agentem Orange” powodowało spożycie wody, roślinności lub zwierząt pochodzących ze skażonych terenów. Jako, że zmiany w organizmie mają charakter genetyczny nawet obecnie rodzą się w Wietnamie obciążone wieloma wadami dzieci, których jedno z dziadków w latach 60. XX w. miało kontakt z herbicydem.

Do tej pory nie nadają się do zasiedlenia byłe bazy amerykańskie, jak i ich okolice. Obszar wokół ówczesnych 28 baz amerykańskich, w których przechowywano olbrzymie ilości „Agenta Orange” jeszcze długo nie będzie nadawał się do ponownego osadnictwa. Np. na terenie bazy lotniczej Da Nang stężenie dioksyn w glebie przekracza 350-krotnie dopuszczalną normę. Oznacza to ciągłe i nieustające zagrożenie dla okolicznej ludności. Ludność sąsiedniej Kambodży i Laosu też dotkliwie odczuła efekty działania herbicydów.

Skutki skażenia „Agentem Orange” w postaci zwiększonej zachorowalności na wszystkie odmiany raka, zaburzeń układu pokarmowego i oddechowego dotknęły też żołnierzy amerykańskich głównie tych mających z nim bezpośredni kontakt czyli należących do obsługi technicznej lotnisk, samolotów i helikopterów. Niektórzy z tych żołnierzy doczekali się wypłaty odszkodowań z Departamentu Spraw Weteranów, inni wystąpili z pozwem zbiorowym przeciwko firmom produkującym herbicydy. W 1984 r. na mocy ugody sądowej zostało im przyznane zbiorowe odszkodowanie w wysokości 180 mln USD.

Wszystkie roszczenia ze strony państwa wietnamskiego, jak i te składane przez poszkodowanych Wietnamczyków zostały zgodnie odrzucone przez administrację amerykańską, jak i producentów herbicydów. Ich żądania odszkodowania za kalectwo, śmierć bliskich, choroby zostały uznane przez amerykańskie sądy za bezzasadne.

Zastosowanie przez Amerykanów drastycznych i barbarzyńskich metod nie przyczyniło się do ich wygranej w wojnie wietnamskiej. Spowodowało jedynie niewyobrażalne zniszczenia kraju i cierpienia ludności cywilnej. Straty wśród ludności Wietnamu, Laosu i Kambodży są trudne do dokładnego określenia. Za okres 1955 -1975 r. czyli okres bezpośredniego zaangażowania wojskowego Stanów Zjednoczonych w Wietnamie szacowane są, niezależnie od źródeł na kilka milionów zabitych. Maksymalne szacunki mówią nawet o 4,5 mln ofiar wśród ludności cywilnej i o 1 mln zabitych podczas bezpośrednich starć. Do tego dodać należy wiele milionów rannych, poparzonych napalmem i nieludzko doświadczonych skutkami użycia „Agenta Orange”.

Można się zastanowić czy gloryfikowanie ówczesnej polityki Stanów Zjednoczonych walczących przecież z komunistycznym Vietcongiem pozwala przymykać oko na zastosowaną przez nich strategię. Wydaje się, że podczas wojny w Wietnamie, o czym wyraźnie świadczyły wypowiedzi wielu najwyższych dostojników amerykańskich i przede wszystkim potwierdzające je dobitnie czyny, wróciło do łask powiedzenie z czasów podboju Dzikiego Zachodu: „Dobry Indianin to martwy Indianin” tylko Indianin zamienił się miejscem z Wietnamczykiem.

Działania prowadzone podczas I i II wojny w Zatoce Perskiej zdają się potwierdzać główne założenia strategii przyjętej przez Stany Zjednoczone.

Podczas pierwszego z tych konfliktów i bezpośrednio po nim zostało zabitych przez siły alianckie (przytłaczającą większość wojsk sprzymierzonych stanowili Amerykanie: 535 tys. i Brytyjczycy: 36 tys. żołnierzy) ok. 100 tys. żołnierzy irackich oraz 130 tys. cywili. Jak na operację wojskową trwającą tylko kilka miesięcy (wrzesień 1990 – luty 1991 r.) liczba ofiar była ogromna. Jednocześnie Amerykanie stracili 148 żołnierzy.

Według badań jednego z najstarszych pism medycznych świata „The Lancet” opublikowanych pod nazwą „The Lancet Survey”, druga z wojen w Zatoce Perskiej, rozpoczęta w 2003 r. inwazją Iraku przez siły amerykańskie kosztowała do czerwca 2006 r życie ok. 650 tys. cywili irackich. Londyńska agencja analityczna „Opinion Research Business” straty cywilne w Iraku spowodowane konfliktem do kwietnia 2009 r. oszacowała już na ponad 1 mln. osób.

Koszty wprowadzanej przez Amerykanów „demokracji” są niezmiernie wysokie dla ludności ”niedemokratycznych” krajów… I zawsze jeszcze pozostaje obawa, że wprowadzona ”demokracja” będzie tylko pochodną interesów ekonomicznych, geopolitycznych i militarnych Stanów Zjednoczonych.

Autor: Dariusz Szuster (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)
Źródło: Interia360

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: