Wikileaks – Wielkie Kłamstwo


Portal Wikileaks podobnie jak jego założyciel Julian Assange w ciągu ostatniego roku wywołał wiele zamieszania, stając się swoistą ikoną walki o wolność słowa. Czy tak jest jednak naprawdę? Przyglądam się temu serwisowi od jakiegoś czasu i wszystko wskazuje na to, że między deklaracjami a faktami jest wyraźny rozdźwięk. W efekcie bowiem, wbrew deklaracjom, Wikileaks inspiruje ograniczanie wolności.

Julian Assange 
Postać równie kontrowersyjna co tajemnicza. On sam nie chce podobno ujawniać informacji o sobie ze względów bezpieczeństwa. Można to zrozumieć, jednak to co przedostaje się na zewnątrz, daje do myślenia. Przede wszystkim informacja o jego związkach z kościołem scjentologicznym, z którym rzekomo zerwał. Wikileaks to nie tylko Assange, ale także kilku hackerów, którymi dziwnym trafem nikt się nie interesuje, którzy nie brylują w mediach. Gdyby zadać pytanie o rzeczy naprawdę niewygodne dla establishmentu to okazałoby się, że jego poglądy nie odbiegają od popularnych opinii prezentowanych w tzw. mainstreamie, bagatelizujących choćby zupełnie spotkania grupy Bilderberg.
Wiele niejasności budzi pytanie: kto finansuje Assange’a. Jego działalność, chociażby codzienne przenosiny z hotelu do hotelu i zmiany numeru telefonu, kosztują. Co prawda deklaratywnie, portal jest utrzymywany z dobrowolnych środków, ale czy ktoś widział rozliczenie owej dobrowolności?
Prawnikiem, który reprezentuje problemy firmy przed brytyjskim sądem jest Mark Stephens, znany londyński adwokat, który zasłynął w wielu spektakularnych sprawach (m.in. broniąc Greenpeace, występując przeciwko McDonalds i Royal Dutch Shell, ale też broniąc Wall Street Journala, ostatnio zaś reprezentując Charlesa Dawkinsa w procesie przeciwko Benedyktowi XVI), kojarzony on jest też ze znanym finansistą George’m Sorosem. Stephens niejednokrotnie reprezentował swoich klientów za darmo, zapewne więc podobnie ma się z jego pomocą dla Assange’a, niemniej jednak czy wszyscy „bojownicy o wolność słowa” są tak samo wspierani? Czy sama Wikileaks rzuca się w obronie ciemiężonych obrońców wolności?
„Wikiprzecieki”
Datę powstania Wikileaks można znaleźć na Wikipedii i na dziesiątkach innych stron internetowych, gdyby się jednak zastanowić od kiedy słyszy się o portalu to pojawia się poważny zgrzyt. Wygląda na to, że od niedawna. Tak naprawdę o portalu większość osób usłyszała dopiero w zeszłym roku, po tym jak media rozpowszechniły rzekomy skandal jaki wybuchł po publikacji przez Wikileaks filmu z Iraku, gdzie podczas ataku śmigłowca Apache ginie dwóch irackich pracowników agencji Reuters.
Inna ciekawostka – były współpracownik Assange’a, Daniel Domsheit-Berg, uruchomił w kwietniu 2011 roku nowy serwis Openleaks, który ma być platformą do wolnego zamieszczania na nich różnego rodzaju przecieków pochodzących z najróżniejszych źródeł. Czym to się ma różnić od Wikileaks? Przede wszystkim tym, że to jest prawdziwa forma portalu, który w grudniu 2009 roku przez pewien czas przestał funkcjonować, po czym powrócił w nowej formie, gdzie dane są „weryfikowane” przez zespół Wikileaks a dopiero później umieszczane na serwerach. Wcześniej informacje były weryfikowane przez samych czytelników. Czy to buduje deklarowaną wolność wypowiedzi?
Niezwykły dostęp do największych mediów na świecie 
W tej kwestii krytyka wszystkich tak zwanych tropicieli teorii spiskowych i przedstawicieli mediów alternatywnych z pewnością jest uzasadniona, nawet gdy jest wywołana zazdrością. W końcu dla wielu lata wytężonej pracy, poszukiwań i żmudnego zbierania dokumentacji dają co najwyżej etykietę Syzyfa – wariata albo Don Kichota walczącego z wiatrakami. Czyż nie z cudem graniczy, gdy zupełnie nieznany „hacker” reprezentującym niszowy portal, bez najmniejszego problemu przebija się do największych koncernów medialnych?
Znana austriacka dziennikarka Jane Bugermeister trafnie zauważyła, że w czasie „gdy niemieccy dziennikarze, tacy jak Harald Schumann podają, że magazyny takie jak Der Spiegel cenzurują jego artykuły dotyczące przestępstw finansowych i cenzura jest powszechną praktyką, twarz Assange’a widoczna jest na głównej stronie internetowej Spiegla jako bojownika w walce o wolność słowa”.
Sam Assange nigdy nie traci okazji by nie udzielić wywiadu, porozmawiać z mediami. Brak już tylko koszulek z wizerunkiem szczupłego siwowłosego bojownika o wolność słowa. Liczba wywiadów i uwaga jaką poświęcają twórcy Wikileaks media stawiają go już na półkach wśród najpopularniejszych celebrytów. Mając takie poparcie można zdobywać świat, zastanówmy się kto i dla czego stoi za Wikileaks?
Bliskowschodnia rewolucja – przykład 1 
Zapalnikiem bliskowschodnich rewolucji, szczególnie tych w północnej Afryce (Tunezja, Egipt) były informacje opublikowane przez Wikileaks na temat korupcji lokalnych przywódców. Doprowadziły one do protestów, a w efekcie do opuszczenia przez Ben Alego Tunezji i ucieczki Hosniego Mubaraka z Egiptu. Kraje te nie należały zapewne do najzacieklejszych przeciwników USA czy Izraela, jednak już trakcie rewolucji do kraju przybywały osoby nie mające z samym Egiptem wiele wspólnego, lecz szczególnie aktywne na arenie międzynarodowej, takie jak Mohammed ElBaradei. W efekcie demokratyzacji na horyzoncie nie widać, a jedynym rezultatem jest to, że kraje te stały się de facto zależne od państw Zachodu.
Czip dla każdego Europejczyka – przykład 2 
Zadziwiająca koincydencja miała miejsce również w przypadku publikacji zeznań świadków przetrzymywanych w bazie w Guantanamo. Zostały one ujawnione mniej więcej na tydzień przed rzekomym zabiciem Osamy bin Ladena i zawierały one między innymi zapowiedź zamachów w Europie w przypadku śmierci przywódcy Al-Kaidy. Informacje te stanowią przede wszystkim pretekst do zaostrzenia kontroli na terenie pogrążonej w kryzysie Unii Europejskiej. W efekcie to krok do masowej, ale jak bardzo „uzasadnionej” inwigilacji Europejczyków.
Nuklearne domino – przykład 3 
Wall Street Journal powołując się na Wikileaks napisał:
„Tuż po tym jak Amerykanie wycofali się z projektu tarczy antyrakietowej i po finale rozmów Waszyngton – Moskwa o układzie rozbrojeniowym, Rosja umieściła w obwodzie kaliningradzkim głowice nuklearne”
W efekcie, Wikileaks za pośrednictwem jednej z najbardziej opiniotwórczych gazet świata, inspiruje upowszechnienie informacji, która wzmacnia dotychczasowe zależności w jakich tkwi Polska.
Pozornie rzetelna informacja działa przeciw deklarowanej wolności.
Istotność informacji 
Ostatnim punktem, który również wskazuje na to, że Wikileaks i Julian Assange nie są tymi na których się ich kreuje jest fakt, że ich działalność nie wniosła prawie nic czego by bardziej dociekliwi badacze już nie wiedzieli. W zasadzie są to jedynie szczegóły, dodatki do informacji o których pisano już wcześniej.
Argumentów jest wiele, ja pozwolę sobie przytoczyć te, które podał George Friedman (STRATFOR):
„Każdego kto był blisko toczących się walk lub kto czytał historie z czasów II Wojny Światowej, uderzy nie fakt obecności zbrodni wojennych, lecz to, że wśród dokumentów na ten temat udostępnianych na serwerach Wikileaks jest ich tak mało. Wojna to kontrolowana przemoc i gdy kontrola zawiedzie – jak to bez wątpienia się zdarza – pojawiają się niekontrolowane i potencjalnie zbrodnicze działania. Tymczasem, przypadki opublikowane przez Wikileaks z takimi fanfarami wokół całej sprawy wcale jasno nie pokazują przestępczych działań amerykańskich żołnierzy tam bardzo jak to ma miejsce w przypadku konsekwencji ze strony powstańców, którzy łamią Konwencję Genewską”.
(…)„Podobnie jest z przeciekami dyplomatycznymi. Niewiele z ujawnionych informacji było nieznanych poinformowanemu obserwatorowi. Na przykład, każdy kto czyta poważne analizy wie, że nie tylko Izraelczycy, ale także Saudowie byli szczególnie zaniepokojeni siłą Iranu i naciskali na Stany Zjednoczone by te zrobiły coś w tej sprawie. Podczas gdy media traktowały to jako znaczącą wiadomość, w istocie wymagało to głębokiej nieznajomości geopolityki Zatoki Perskiej by traktować amerykańskie noty dyplomatyczne na ten temat za zaskakujące”.
Podsumowanie 
Kończąc, organizacja która postuluje wprowadzenie pełnej transparentności w stosunkach międzynarodowych co, nie oszukujmy się, jest zupełnie niewykonalne, sama pozostaje niezwykle tajemniczą. Do tego zamiast zajmować się informacjami, prowadzi przede wszystkim propagandę, pytanie tylko na rzecz kogo?

Otwieram dziś inwentaryzację przykładów działania Wikileaks i Julian Assange, które niewiele mają wspólnego z jego deklarowaną, jakże szlachetną misją – obroną wolności.

Źródło: Kod Władzy

 

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: